Pobliskie Miasta 2014, Część I - Miasto Uć

Dobry wie... noc!
Tak, już po północy, chociaż i tak odczytacie to rano. Jam już wrócił na nasze kochane i PŁASKIE Mazowsze, co mnie niezmiernie cieszy. Do tej pory zastanawiam się, jak można na codzień żyć kilkaset metrów nad poziomem morza, gdzie żeby dojście z furtki do drzwi wiąże się z pokonaniem wzniesienia prawie o kącie prostym? Takież wioski osadzone w Sudetach bądź Beskidach są niezwykle urokliwe, jednakże mieszkaniem bym pogardził. Ale przecież jam jest wygodnicki podwarszawiak i nie przywykłem, podczas gdy moja ciocia z Jeleniej Góry zastanawia się, jak można żyć na czymś płaskim, bez wzniesień.
To ja już nie wnikam, tylko bez wykonywania czynności włókienniczych przechodzę do konkretów.
Moja nieobecność spowodowana była trzema wyjazdami do różnych części Polski, a właściwie jej krańców wraz z Centrum, ale to już wiecie. Najpierw dotarłem do Łodzi, by następnego dnia udać się na praktyki do położonego na Warmii Olecka i porządnie potem odpocząć w Jeleniej Górze. Z każdego rejonu przywiozłem syte fotografie, z których przygotuję trzy oddzielne wpisy, każdy o innym mieście. Zgodnie z kolejnością, pierwsza będzie Łódź. I kilka słów o niej oraz o jak się tam znalazłem.
Właściwie, Centralne Miasto było w pewnym sensie moim obiektem tranzytowym, by dostać się do położonej 50 kilometrów za nią Rossoszycy. Tam paczka ludzi z mojego ulubionego forum motoryzacyjnego zorganizowała zlocik mający na celu zapoznanie się na żywo z osobami, z którymi się na codzień konwersowało przez internet. Po drodze z Miasta Uć zabrałem dobrego znajomego Mateusza, również użytkownika wspomnianego forum, który będąc łodzianinem z krwi i kości wyprowadził mnie na wylotówkę, pokazując po drodze największe smaczki Krainy Czarnych Tablic. I tak oto niby po drodze uzbierało się kilka fotek, będących ułamkiem dziesiętnym jednego procenta ogólnej populacji klasyków. Według moich nieoficjalnych obliczeń, średni czas potrzebny na zwiedzenie Miasta Uć pozwalający na osiągnięcie poziomu zadowalającego w kwestii posiadania dowodów rzeczowych czytaj zdjęć, wynosi około dziesięciu dni roboczych + nadgodziny, doliczając weekendy. Ale jak wiadomo, wyniki są iście szacunkowe, biorące pod uwagę moje możliwości szybkiego poruszania się i posługiwania aparatem.
No dobrze, dość pitagorasowania, bo Wy i tak czekacie na jedno :)
Od razu po zgarnięciu Mateusza przed nas znienacka wyskoczyła Skodovka serii 742, która niestety kilkaset metrów dalej odmówiła posłuszeństwa. Sytuację ująłem w krótkiej rymowance:
Pędził dziadzio wylotówką
Front przeciążając lodówką,
By przed sygnalizatorem
Ruchu zacząć być oporem.
SękZet: Zjedzony Ził Zarósł Zielonym Złem.
Mateusz nie omieszkał pochwalić się swoim Małym Szczęściem, będący jednocześnie pamiątką rodzinną czekającą na odświeżenie.
A gdzieś obok biały Elegant. Śmiało mogę ogłosić, że takowe z 1994 roku można uznawać za rarytasy porównywalne do Happy Endów.
Słynna maksyma mówi, że jak chcesz zgnić auto, musisz zaprowadzić je do Łodzi. Wtedy panujące tam warunki meteorologiczne wspierane korzystnym mikroklimatem i rozwojem fauny perfekcyjnie zabiorą się za postawione wyzwanie z gwarancją profesjonalizmu. A dlaczego akurat w tej części kraju dzieją się takie cuda? I mamy kolejną nierozwiązywalną zagadkę.
Niemniej bluesa poczuł właściciel Poloneza Borewicza z roku 1979 i jednocześnie mieszkaniec podwarszawskiego Piastowa. Będąc w rozterce gdzie będzie najbezpieczniejszy jego samochód, wybrał parking strzeżony w Łodzi. Ale przecież 15 lat temu jeszcze nie udowodniono niszczycielskiej i jednocześnie niewyjaśnionej siły wspomagającej proces rdzewienia na zaparkowanych tam pojazdach.
Wybitą szybę, urwany zderzak i inne czynniki stwierdzające zagracenie pospolite można zaliczyć do  antropogenicznych.
Mech się odradza, a lasy płoną.
Tak samo porastające słomą Volvo 164. Kto tam zwróci na nie uwagę...
Nie zapominajmy, gdzie jesteśmy.
Stoi pod chmurką, a stan lepszy od wielu nuffek.
Taka sytuacja, a jakże typowa.
Fiat z końcówki swych lat pobocze zajmuje, drogi nie blokuje.
Pewnie kiedyś był taksówką.
Ale w Łodzi były przecież zielone!
Kącik Miłośników Komunikacji: Volva B10L, dwa z wielu na czarnych taflach.
I być może jeden z cenniejszych wozów w całej Łodzi. Niby zwykły MR76 które jeszcze idzie znaleźć, ale nieczęsto znajduje się samochód mający ORYGINALNE pierwsze tablice z danego miasta. LDA zostało wydane w 1976 roku i jednocześnie zapoczątkowuje całą serię rozpoczynającą się na LD (dla przykładu wcześniejszy Maluch miał LDE, czyli ok. 1983 rok). Łódzcy wysłannicy są zgodni - tablica z Fiata nie jest powtórką i obecnie stanowi najniższy znany łódzki numer.
Ja nieskromnie się chwaląc również znalazłem Dużego Fiata na pierwszych warszawskich, czyli WAA, ale o nim jeszcze poczytacie.
Zasmucę Was, ale koniec. Jak mówiłem, wszystkie zdjęcia były robione w biegu i w drodze na Rosso, także wiele się nie uzbierało. Jednak miasto ma swój urok, nie do podrobienia przez żadne miejsce w Polsce. Na pewno jeszcze zawitam, aczkolwiek będę musiał uważać na samochód, by tamtejszy klimat nie podziałał negatywnie na jego stan blacharski :)
Tymczasem już szykuję relację z Bieguna Zimna. Ale w międzyczasie strzelę kilka krótkich wpisów.
Do miłego :)

Miejsce: Łódź, Województwo Łódzkie
Zdjęcia: Michał Bakuła

Mikroogłoszonko

Dobry. Ja tylko na moment, by się nieco wykaraskać z kłębiącej się nade mną plagi egipskiej za nieuwławszczanie wpisów na blogu. Jak zapewne wiecie, mamy wakacje, czyli czas wyjazdów, stąd moja niesubordynacja. Wczoraj na Mazurach, dzisiaj Dolny Śląsk zahaczając o Centrum z Morzem w planach i te sprawy. Za to przepraszam i jednocześnie proszę o cierpliwość, bowiem zostanie to wynagrodzone. Czekają na Was syte materiały z trzech pięknych polskich miast, gdzie obłowiłem się po włosy. Więcej nie mówię, bo zaraz mi net przerwie w mojej samotni.
Aloha i nie puszczajcie aparatu. Wracam za tydzień i się zacznie :)

Peesik: Inspiracją tytułu postu było powiedzenie mojego byłego profesora od fizyki, który zadanie o krótkiej, jednozdaniowej treści nazywał MIKROZADANKO.

1976-1981 Honda Accord I Hatchback + Niewiadów n126

Ten zestaw jest jak dobra wróżka. Jego pojawienie się na warszawskim Rondzie Waszyngtona sygnalizuje tym, że na Stadionie Narodowym odbywa się jakaś impreza, niekoniecznie wielkiego rozmachu. A że koczuje tam dosyć często, Basen zdaje się tętnić życiem. Miłym zaskoczeniem było również pojawienie się Hondy (już bez przyczepy) na środowym spocie Youngtimer Warsaw. Okazało się nawet, że podróżuje nią facet koło 60tki, a patrząc na tablice przyjeżdża do stolicy z podlaskiego Grajewa :)
Jeszcze ogólny komentarz odnośnie pierwszego Accorda: współczesny Civic jest sporo dłuższy, nawet w hatchbacku. I pomyśleć, że klasyczny Civic mierzył mniej więcej tyle co Fiat Panda A.D 2003...
Czy za 50 lat będzie można po ludzku zaparkować, gdy postęp w powiększaniu gabarytów nie upadnie? A może sytuacja stanie się analogiczna do ewolucji telefonów komórkowych - pierwsze były duże, by po kilkunastu latach mieścić się do kieszoneczki, podczas gdy obecne smartfony wracają do pierwotnych rozmiarów. Wracając do meritum: Im starszy samochód, tym mniejszy, by z czasem urosnąć. Według zasady tworzenia paraboli, przyszłe samochody powinny stawać się coraz poręczniejsze i wrócić do pierwowzoru.
Czy tak będzie? Okaże się.
Z Niewiadówką zrobiło się jakoś wakacyjnie. Ja od jutra zaczynam intensywny maraton po Polsce. Najpierw Łódź, w niedzielę do Olecka, a następny tydzień ponownie do Jeleniej Góry. Trzymajcie kciuki, bym nazbierał tam nieco materiałów na osobny miks :)
I uwaga na słońce, by nie wypaliło Wam lakieru, który tak pieczołowicie pieścicie szmatką!

Miejsce: Warszawa Praga Południe
Zdjęcia: Michał Bakuła

I Zlot "Otwockie Klasyki & Jasna 2c" - suplement

Wieczór dobry.
W sumie to wszystko wiecie, Maciek Wam wyłożył wszystko na maskę. Ja tylko chciałem wygłosić krótką kwestię, jako że byłem poniekąd współorganizatorem tegoż przedsięwzięcia, chociaż moja działalność nie umywa się do tego, co przygotował dla nas warsztat przy ulicy Jasnej 2c.
Bardzo chciałem podziękować Szefostwu, tj. Mateuszowi & Ojcowi za wyborne przygotowanie imprezy, zapewnienie cateringu oraz uatrakcyjnienie programu zlotu w różne konkurencje i nagrody, dzięki czemu nikt nie mógł się nudzić, a miło wspominać. Naprawdę dobra robota chłopaki. Liczymy na może jeszcze jakąś współpracę w tym roku :)
Dziękować mógłbym wielu osobom, aż ułożyłbym litanię. Na stronie Otwockich Klasyków już to uczyniłem, także nie będę się powtarzał.
Zatem łapcie to czego oczekujecie, czyli pełnej galerii złożonej z kilku fotorelacji naocznych świadków. Byli to: Współwłaściciel warsztatu i Organizator Zlotu Mateusz, drugi Prezes Otwockich Klasyków Michał, oraz Łukasz będący miłym gościem na zlocie.
Na początek zdjęcia pojedyńczych aut, ewentualnie kilku. Tu Pasek Łukasza z Preludką.
Skodzina tak jeżdżąca z kartką dosyć długo.
Do wojska szedłbym.
Tu tym bardziej.
Kiedyś doczekamy czasów, gdy Golfy Dwójki wyginą tak drastycznie jak Maluchy.
DF '74 Michała. Miałem okazję mocno się wczuć w pasażera tylnej kanapy :)
Przyjechały dwa, identyczne.
Schabicho się nada.
Tadzik, tak go zwą.
A tu Garb bez Garba. Przyjechał nim Radek.
Kontraścik gleby z megaprześwitem.
Brygada Nie Do Zatrzymania, czyli Open Travelers.
Podobno wrastała, jak twierdzi Art. Ruszyła się :)
O, ten drugi. Dobra, kolor nieco inny.
Przyjechać, pokazać się, zareklamować knajpę. Same plusy!
Kumpel Tadzika z podwórka.
Oto wóz Oganizatorów - Ford Ranchero z V8. Miłośnicy amerykanizmu właśnie chłoną go oczami.
Rozstrzał Meśków był spory.
Alle, co to za zlot bez Malucha/ów. Ten z tymczasowymi należy do Marcina, a rocznik 1976.
Niemiecki konkurent też zareprezentował swój kraj. Nieistniejący, ale mniejsza.
Drugie pomykadło Ekipy z Jasnej i zupełne przeciwieństwo Ranchero.
Tym zaś jeździ Prezes Marciniak, a jego mody zdobyły uznanie na internetach.
Garbus od przodu.
Dla bikerów też znalazł się miniraj, bowiem nie zabrakło jednośladów. Tu arsenał Mateusza.
Co kto woli. Może polski generator dwóch koni mechanicznych, przedwojenne BMW?
Wierny rumak Bartka, który u nas zareprezentował Oldtimery Garwolin.
Mateusz wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pełna zguba
Tu bardziej hardcorowo.
Czy tylko motocykl jest jednośladem? NIE! Kto więc zabroni przyjechać zabytkowym Flamingiem? Jakby nie patrzeć te rowerki mają coraz więcej maniaków, w tym mnie.
Dobrze. Tak to ogólnie wyglądało, nieźle jak na pierwszy raz.
Zatem dobrnęliśmy do końca. To nie wszystkie zdjęcia bo wybrałem najciekawsze, resztę możecie znaleźć na facebookowym profilu Warsztatu oraz na Otwockich Klasykach :)
Następne spotkanie z Jasną 2c planujemy na jesieni, a wcześniej ja z Prezesem Marciniakiem sami spróbujemy sklecić coś bardziej w deseń spotu niż zlotu. I już gorąco zapraszamy, nie tylko gości z powiatu otwockiego!

Miejsce: Otwock-Świder
Zdjęcia: Michał Marciniak, Mateusz Czajka, Łukasz Lutoborski